Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rabarbar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rabarbar. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 maja 2011

Tapioka z rababarem i nutą pomarańczy


Długo mnie nie było. Wiele się działo i pisanie nie było mi jakoś w głowie. Choć zaczęłam namiętnie wypiekać pieczywo. I dziś nową pracę :)

Tapioka z rabarbarem i nutą pomarańczy - inspiracja tu

Składniki na 8 porcji:
3/4 szklanki perełek tapioki
3/4 litra mleka (lub nieco więcej, jeśli wolimy płynniejszą konsystencję niż galaretkę)
400 g posiekanych łodyg rabarbaru
200 g cukru
skórka starta z jednej pomarańczy
100 ml wody

Przygotowanie:

Tapiokę i mleko umieszczamy w garnuszku, gotujemy ok. 20 minut, często mieszając - kulki powinny być miękkie i sprężyste.

W drugim rondelku umieszczamy resztę składników i gotujemy aż do miękkości rabarbaru - powinno wystarczyć 10 min.

Tapiokę przekładamy do naczynek, układamy na niej rabarbar.

Jemy ciepłe lub na zimno - smacznego!

poniedziałek, 3 maja 2010

Rabarbar. Pod kruszonką

Obiecałam.... A obietnice powinno się spełniać.

Rabarbarowe crumble

Składniki na 2 osoby:
6 łodyżek rabarbaru
cukru do smaku

Na najlepszą kruszonkę (można zrobić więcej, ja miałam tylko tyle masła i M. jako fan kruszonki był niepocieszony):
25 g masła
50 g mąki pełnoziarnistej
50 g jasnego cukru brązowego

Przygotowanie:

Rabarbar z cukrem umieszczamy na patelni, niech nam zmięknie (zabierze to jakieś 10 minut).

Masło kroimy na małe kawałki, ucieramy razem z mąką na okruchy (przyjemność tę miał mój robot kuchenny ;) Dodajemy cukier.

Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni. Do żaroodpornego naczynia przekładamy rabarbar, popsypujemy go kruszonką.

Pieczemy 20 minut. Lekko studzimy i podajemy samodzielnie, z lodami, greckim jogurtem czy bitą śmietaną - smacznego!

A skoro jesteśmy przy różu, to może niektórych z Was zastanawiało, co się stało z różowymi jelonkami z Powiśla? Otóż okazało się, że pojechały na wystawę do Szwecji (jeśli dobrze pamiętam) i podróż im nie posłużyła :( Przetrwał tylko jeden z nich, spędza zasłużoną emeryturę w Art Hotelu Lalala w Sopocie.

Bardzo polecam Wam to miejsce - mieszkańcom do bywania, przyjezdnym do nocowania... Uzależnia i nie chce się stamtąd wychodzić, można tam siedzieć godzinami i rozmawiać z właścicielem. I do tego każdy pokój inny, więc aż chce się tam wracać - polecam!